Do
niemieckiej marki Nivea zdecydowana większość konsumentów czuje
zaufanie, prawda? Utrzymuje się na rynku od ponad stu lat, znamy ją
(a przynajmniej moje pokolenie) od dziecięcych lat, kiedy to mama
smarowała nam spieczone słońcem noski w lato i srogim
mrozem w zimie podczas wariackich zjazdów na sankach. Osobiście
Nivea kojarzy mi się z miękkością, bezpieczeństwem
i specyficznym zapachem. A jednak, pomimo tych wszystkich
sentymentów, gdy zobaczyłam na sklepowej witrynie nowość w
postaci BALSAMU POD PRYSZNIC, nastawiłam się do niej sceptycznie i
kręcąc nosem otoczyłam półkę wielkim łukiem. Oglądając
niedługo potem reklamę telewizyjną, pomyślałam z pretensją:
czego
oni jeszcze nie wymyślą? Sami
przedstawiciele mówią o dopasowywaniu się do potrzeb współczesnej kobiety, która ma coraz więcej pracy i obowiązków, i tym samym coraz
mniej czasu wolnego. Taka biedna, spracowana pani zapomina o
dbaniu o siebie. Co innego w moim przypadku, kiedy w grę wchodzi
raczej lenistwo :) Balsam pod prysznic od Nivea ma ponoć pomóc w
obu przypadkach.
Instrukcja
obsługi jest prosta:
- Myjemy się żelem pod prysznic
- Spłukujemy żel
- Nakładamy balsam pod prysznic
- Spłukujemy balsam.
Tak
też zrobiłam. Efekt? Moje miłe Panie! Naprawdę nawilżona skóra
jak po balsamowaniu z tym, że nie musiałam czekać, aż się
wchłonie i paradować w samej bieliźnie wieczorową porą po domu,
przy braku rolet czy zasłon. Od razu po wyjściu z wanny wytarłam
się ręcznikiem i założyłam ubranie. Rewelacja! Przyjemny
niveowski zapach, skóra jak pupcia niemowlaka, oszczędność czasu,
a przede wszystkim przezwyciężenie mojego lenistwa i niechęci do
lepiącej skóry po aplikacji zwykłych balsamów. Konsystencja
lekka, puszysta i bardzo łatwo rozprowadza się po ciele. Całkiem
jakby nakładało się kolejną warstwę żelu pod prysznic, ale to
jest zdecydowanie przyjemniejsze. Dodatkowo istnieje możliwość
wyboru pomiędzy balsamem odżywczym z olejkiem migdałowym do skóry
suchej (opakowanie niebieskie), a nawilżającym z minerałami
morskimi dla skóry normalnej i suchej (opakowanie białe). Produkt
nie zawiera barwników ani silikonów, czyli jest jak Nivea (z łac.
niveus),
a więc śnieżnobiały.
Jakieś wady? Uważam, że nie
opłaca się kupować małych wersji (250 ml) balsamu, ponieważ
należy użyć go sporo, aby nałożyć na całe ciało. Nie ma
tragedii cenowej, ale latanie co chwilę do drogerii po nową butelkę
mija się z celem oszczędzania nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim czasu.